| |










|

Serdecznie witamy wszystkich odwiedzających naszą stronkę,
którą poświęciłyśmy temu, co kochamy w życiu najbardziej - kotom
rasy Maine Coon.
Historia
naszej miłości do kotów miała początek już w dzieciństwie. Gdy
byłyśmy małymi dziewczynkami, przybłąkał się do nas czarny bezdomny
i wygłodzony kocur. Z ogromną nadzieją liczyłyśmy, że zostanie
z nami. Tak też się stało. Naszemu pięknisiowi dałyśmy na imię
Murzyn. Od tego czasu stał się nieodłącznym towarzyszem naszych
zabaw. Murzyn, jako młody kocur, był panem podwórka i okolicy.
Budził respekt swoimi rozmiarami, masywnością ciała oraz groźnym
spojrzeniem. Znajomi niejednokrotnie bali się wziąć go na ręce,
choć w rzeczywistości Murzyn nikomu, nigdy nie zrobił krzywdy.
Był poważny i opanowany, miał swoje zdanie i nigdy nie ulegał
pod czyimś naciskiem. Nie był to typowy, leniwy pokojowiec. Wolał
spędzać czas na świeżym powietrzu i rządzić kocią i psią społecznością
w okolicy. Miał też swoje zabawne nawyki. Często kiedy padał deszcz,
przychodził do domu cały przemoczony, wskakiwał na zlew i czekał
aż ktoś odkręci mu kran, aby mógł napić się wody. Miał bardzo
donośny głos. Sąsiedzi w całym bloku wiedzieli, kiedy Murzyn chce
wejść do domu. Uwielbiał też wylegiwać się pod ciepłym piecem
w zimowe mrozy, jego ulubionym miejscem do snu był fotel, który
niestety był też ulubionym fotelem naszego taty. Murzyn zawsze
zjawiał się, gdy którejś z nas doskwierał smutek i pocieszał.
Uwielbiałyśmy, gdy rano przychodził nas budzić. Wycierał się noskiem
o nasze twarze i deptał po nas dotąd, aż się obudziłyśmy.
Teraz ten koci emeryt ma już z pewnością około dwudziestu lat.
Nie ma ani jednego ząbka, traci powoli słuch, wzrok i głos, ale
z jego oczu nadal można wyczytać głębokie przywiązanie, miłość
oraz wdzięczność. Jest trochę nieporadny, szczególnie od czasu,
kiedy w jakimś wypadku złamał przednią łapkę i stracił w niej
czucie. Potrzebuje teraz stałej opieki i zmiany trybu życia na
pokojowy. Tak więc dożywa spokojnie swoich kocich dni w ciepłym
mieszkanku jednej z nas, gdzie nie brakuje mu pełnej miski ani
czułej ręki.
Wiosną
2008 roku odszedł od nas i już go nigdy nie zobaczyłyśmy.....
Ludzie powiadają, ze wolne koty wolą odejść z domu jak maja umrzeć.....
My bardzo żałujemy, że nie było nam dane go pożegnać.

Tak
oto rozpoczęła się ogromna miłość do dużych, czarnych (i nie tylko)
kotów, o wspaniałym dostojnym charakterze.
O HODOWLI
Nasza hodowla jest zarejestrowana w Stowarzyszeniu Miłośników
Kotów Rasowych Cat Club No Problem zrzeszonym w Polskiej Federacji Felinologicznej Felis Polonia i objętej patronatem największej
na świecie federacji felinologicznej FIFe.
Jesteśmy małą hodowlą z Bolesławca (między Legnicą a Zgorzelcem). Jako
miłośniczki piękna rasy Maine Coon chcemy rozwijać nasza hodowlę
i dokładać wszelkich starań, aby wszystkie najlepsze cechy naszych
kotów powielać i utrwalać. Choć nasza hodowla jest bardzo młoda,
staramy się tak kojarzyć nasze koty, aby potomstwo charakteryzowało
się budową możliwie najbardziej zbliżoną do wzorca rasy. Chcemy
aby koty z naszej hodowli charakteryzowały się dużymi rozmiarami,
masywną budową ciała o doskonałej muskulaturze, perfekcyjnej budowie
głowy o silnej brodzie, doskonałych policzkach, mocnym stopie,
długiej i szerokiej kufie i wysoko osadzonych, prostych uszach
zakończonych pędzelkami .Zależy nam także, aby nasze kociaki miały
długie i puszyste futro oraz gęsty, zwiewny i długi ogon.
Dbamy również o to aby nasze koty były zdrowe i silne, dlatego
staramy się zapewnić im jak najlepszą opiekę weterynaryjną. Dużą
wagę przywiązujemy do badań genetycznych i staramy się wykluczać
koty przekazujące mutacje genetyczne. Nasze koty są badane na
HCM1, HCM2, SMA i PKD. Dokładamy wszelkich starań, aby
tylko najlepsze i czyste genetycznie koty przekazywać do dalszej
hodowli.
|
|